Doskonale zdaję sobie sprawę, że poprzedni wpis zamieściłem ponad miesiąc temu. Moimi jedynymi wymówkami są natłok wydarzeń i niezliczone godziny spędzone w pracy… No ale wszystko po kolei.
Superniedziela
5 lutego w Stanach obchodzono “Superniedzielę”. Dlaczego? Otóż, jak to o tej porze roku bywa, rozegrany został najważniejszy mecz ligi futbolu amerykańskiego, zwany Superbowl. Jak się okazuje, jest to prawdziwe święto narodowe. Tradycja jego obchodzenia zakłada: obfite zakupy w supermarketach (obowiązkowo same tłuste i niezdrowe produkty oraz oczywiście niedobre amerykańskie piwo), a następnie uroczyste zgromadzenie się na kanapie przed 58 calowym telewizorem w celu rozkoszowania się reklamami przeplatanymi urywkami gry. Tak jest, tak to właśnie wygląda. Futbol amerykański jest grą wręcz stworzoną dla reklam, bo więcej tu przerw, niż faktycznego biegania po boisku. Cóż, o gustach podobno się nie dyskutuje.
Wyświetlenie reklamy podczas meczu Superbowl kosztuje, bagatela, 3.5 miliona USD za minutę! Jest to najdroższy czas antenowy w roku. Przykłady reklam z tegorocznego Superbowl poniżej:
Grammy’s awards
Kolejnym medialnym świętem dla Amerykanów było oczywiście rozdanie nagród Grammy dla najlepszych artystów muzycznych. Nie mogę się nadziwić, jak nisko trzeba cenić swój czas, żeby spędzić dwa i pół dnia (od piątku po południu do niedzielnego wieczora) przed telewizorem wpatrując się w pseudo-gwiazdy prezentujące swoje wyćwiczone uśmiechy do sześćdziesięciu siedmiu kamer. Dla mniej zafascynowanych tematem, w niedzielę późnym wieczorem zaprezentowano skrót całego wydarzenia, który trwał całe 30 minut .
Jedyne, co rzuciło mi się w oczy, to olbrzymia sympatia Amerykanów do muzyki country. Nie spodziewałem się, że jest ona tak popularna, w szczególności, że w Polsce uznawana jest raczej za niszową.
Dom Polski opanowany przez Portugalczyków?
Dom Polski, czyli jedyny w Seattle dom Polonii, jest bardzo popularnym miejscem spędzania piątkowych wieczorów. Zjeżdżają się tam ludzie z całego Seattle i okolic, w celu rozkoszowania się polskim jedzeniem oraz polskimi alkoholami. Nie spodziewałem się jednak, że jadąc tam w piątek po pracy spotkam “połowę” obsady mojego piętra z FIRMY: ludzie różnych narodowości, ale w szczególności Portugalczycy (!). Zachwycali się schabowymi, pierogami, kiełbasą, a w szczególności Żywcem i Perłą .
Wreszcie bez gipsu!
Doczekałem się dnia, w którym zdjęty mi został gips. Tuż po tym drobnym zabiegu ręka nie należała do najpiękniejszych, ale wystarczyło parę dni, by wszystko wróciło do normy. Kość wydaje się być prawie zrośnięta, ale, jak można się domyślać, nie może być na razie poddawana znacznemu obciążeniu. Przez dwa tygodnie nowym elementem mojego codziennego wyposażenia był sportowy stabilizator, natomiast dziś otrzymałem od mojego lekarza takie cudo:
Mój ortopeda tak sobie wziął do serca mój szybki powrót do zdrowia (albo raczej, postanowił maksymalnie wykorzystać moje ubezpieczenie zdrowotne), że zamówił mi, uwaga, usztywnienie nadgarstka do uprawiania sportów wodnych. Gadżet ten jest wodoodporny, termokurczliwy i jedyną jego wadą, która moim zdaniem umniejsza jego przydatność w uprawianiu windsurfingu, jest jego sztywność. Wygląda naprawdę nieźle (z zewnątrz pokryty neoprenem), zobaczymy jak sprawdzi się w praniu – planowane rozpoczęcie sezonu już w maju. Jak to mówią Amerykanie, Let’s give it a try. Do tego czasu mam unikać robienia pompek, wyciskania na ławce i innych czynności mogących obciążyć mą ledwo zrośniętą kość. Mogę jednak biegać i znów zacząć chodzić na siłownię, co niewątpliwie pozwoli mi zrzucić 7-kilowy balast brzuszny, którego się dorobiłem podczas 8 tygodni usztywnienia w gipsie.
Drogie paliwo
Teraz trochę z innej beczki. Co raz gorsza atmosfera na Bliskim Wschodzie zdaje się mieć bezpośredni wpływ na ceny paliwa. Co prawda, w porównaniu do cen benzyny w Polsce, te amerykańskie wciąż są niskie, ale zaczynają uderzać po kieszeni, zwłaszcza, że mój samochód do demonów ekonomiczności nie należy. W ciągu jednego dnia cena etyliny równoważnej E98 wzrosła z $3.9 do $4.3 za galon, co w przeliczeniu na złotówki odpowiada skokowi 3,27 -> 3,58 zł. Dla Amerykanów jest to wystarczający powód do wszczęcia protestów na ulicach. Polacy – uczcie się!
Bonus
Na koniec mały żart. Przeglądając statystyki mojego bloga natknąłem się na najczęściej wpisywaną w google frazę z ostatnich tygodni, która doprowadzała ludzi do mojej strony. Oto i ona:
“tomasz warszawski bellevue”
Nie mam pojęcia co to znaczy, w jaki sposób jestem warszawski i co ma do tego Bellevue, niemniej gratuluję pomysłowości autorowi tego wyrażenia . Tyle na dzisiaj.
Nadszedł wreszcie długo zapowiadany moment, gdy do Seattle zawitał śnieg. Zgodnie z tym, co pisały lokalne gazety, były to największe opady śniegu od co najmniej 50 lat. Dość ciężko mi w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, że tego śniegu było maksymalnie 30 cm. Niemniej, taka ilość wystarczyła, by sparaliżować całe miasto i okolice. Służby drogowe stanu Waszyngton są jeszcze bardziej ospałe niż te w Polsce . Na dodatek nie używają soli (bo nieekologiczna) ani piasku, można sobie zatem wyobrazić, jak wyglądała jazda po takich zasypanych, a później oblodzonych ulicach. Warto wspomnieć o tym, że opony zimowe NIE są tutaj łatwo dostępne (wszyscy jeżdżą na całorocznych), co czyni jazdę jeszcze bardziej emocjonującą…
W czasie tych paru dni, gdy temperatura spadła poniżej zera, wiele razy ogłaszano komunikaty alarmowe w radiu, czy telewizji. Ponad 200 tys. osób nie miało prądu przez prawie 4 dni, lotnisko było zamknięte, podobnie jak szkoły i instytucje publiczne. Przybrało to wszystko rozmiar lokalnego kataklizmu, co mnie, nie ukrywając, całkowicie zszokowało. Nikt nie dziwił się, że 95% pracowników FIRMY nie odwiedziło jej budynków przez cały tydzień. Praca z domu, w dobie zaawansowanych technologii, jest tutaj na porządku dziennym. Telekonferencje, prywatne sieci wirtualne (VPN), sesje zdalnego pulpitu - te wszystkie udogodnienia są w FIRMIE w czasie niepogody mocno eksploatowane.
Amerykanie nie stracili jednak dobrego humoru i nawet gdy te bardziej nachylone ulice zostały pozamykane, potrafili to wykorzystać .
Kataklizm jednak minął, temperatury wróciły powyżej zera, a nad Seattle ponownie zawitały niekończące się ulewy…
Stymulator wzrostu kości
Po ponad miesiącu oczekiwania zostało mi wreszcie przyznane urządzenie o nazwie Bone stimulator (stymulator wzrostu kości), które to emitując ultradźwięki, pobudza kość do szybszego wzrostu.
Urządzenie zostało opłacone przez moją ubezpieczalnię, a tak długie opóźnienie w jego dostarczeniu wynikało z braku możliwości potwierdzenia przeze mnie w jakikolwiek sposób, że do złamania doszło ponad 4 miesiące temu (jakby nie patrzeć, dopiero Amerykanie zdiagnozowali złamanie). Koniec końców jednak się zlitowali i dostałem ten gadżet na własność. 30 minut dziennie podobno ma pomóc. W jakim stopniu? Okaże się już niedługo – najbliższa tomografia już w lutym.
Spacer po nabrzeżu
Wspominałem wcześniej o fantastycznym targu świeżej żywności, który znajduje się na nabrzeżu. Nie miałem okazji wcześniej zrobić żadnych zdjęć, więc teraz nadrabiam zaległości. Poniżej jedno z wielu stoisk na tym olbrzymim targu.
Szybki rzut oka na zatokę:
Wielu z Was pytało, jak wyglądają te wielopasmowe ulice przebiegające przez centrum miasta. Odpowiedź poniżej:
Tyle na dzisiaj. Nadchodzące tygodnie zapowiadają się wyjątkowo ciężko, z uwagi na rozpoczynające się kolejne wydanie serwisów, które dostarczamy i jego napięty harmonogram. Cóż, What doesn’t kill you, makes you stronger…
Długo wyczekiwany wylot do Polski na święta okazał się być jeszcze lepszy niż się spodziewałem. Jedynymi minusami całej wycieczki były wielokrotne kontrole bezpieczeństwa, którym byłem poddawany praktycznie na każdym lotnisku. Wszystko za sprawą gipsu na ręce, który potencjalnie mógł być (jak mi powiedziano) doskonałym miejscem przechowania materiałów wybuchowych lub narkotyków. Wielokrotnie prześwietlano mi rękę, a na lotnisku w Seattle przyprowadzono nawet psy straży granicznej, by użyły swoich nosów. Co ciekawe, najnowocześniejszy sprzęt (a przynajmniej na taki wyglądał), który na mnie zastosowano, znajduje się w Warszawie. Jest to szczelna komora, do której wchodzi badany. Potężne wentylatory przetłaczają przez nią powietrze, które następnie jest analizowane przez komputer. Jak można się spodziewać, koniec końców nie zostałem oskarżony o próbę wysadzenia samolotu .
Pobyt w Polsce był zdecydowanie za krótki. Wrażenie to potęgowały negatywne skutki zmiany czasu, które niejednokrotnie zmuszały mnie do spania w ciągu dnia. Święta minęły bardzo szybko, a przerwę między nimi a Sylwestrem wykorzystałem na spotkania ze znajomymi. Wieczór sylwestrowy spędzony w doskonałym towarzystwie wprawił mnie w dobry nastrój, który nieco jednak popsuła świadomość o szybko zbliżającym się terminie wylotu do USA.
W Seattle powitała mnie dwugodzinna kolejka do urzędu imigracyjnego. Wymarzone następstwo 16 godzinnej podróży z dwiema przesiadkami.
Następną wizytę w kraju planuję na początek wakacji. Ciekawe, czy uda mi się wytrzymać tak długo…
Podczas pierwszego tygodnia w pracy (w nowym roku) nie było niestety żadnej taryfy ulgowej. Krótki deadline (piątek) oraz jet-lag (skutki zmiany czasu) wymęczyły mnie niemiłosiernie, ale od czego jest weekend, jeśli nie od odsypiania brakujących godzin snu. Warto odpocząć, bo na najbliższe 8 tygodni zapowiadana jest ciężka harówka.
Tak jak obiecałem, zamieszczam parę fotek z nowego mieszkania. Nie jest jakieś dizajnerskie, ale mieszka się całkiem przyjemnie (szczególnie, że zbyt dużo czasu w nim nie spędzam).
Sypialnia (czyli w praktyce to, co ja urządzałem):
Salon:
Kuchnia:
i łazienka, która jest chyba najsłabszym punktem mieszkania (dla mnie na pewno zbyt mroczna, a ten kamień na ścianach jej nie pomaga):
Troszkę ostatnio zaniedbywałem bloga, ale tak to już jest, jeśli wiele dzieje się wkoło. No ale wszystko po kolei…
Przeprawy z mechanikami
Wiedziałem, że prędzej, czy później czeka mnie naprawa paru rzeczy w samochodzie (m.in. uszczelki olejowej w silniku, czujnika temperatury i osłony prawej przedniej półosi). Wybrałem lokalny rodzinny warsztat, w którym Volkswageny naprawiane są podobno od 30 lat i który honoruje moją kartę zniżkową z FIRMY. O ile ceny części nie są zbyt wygórowane (a na pewno nie dużo wyższe niż w Polsce), o tyle robocizna jest przerażająco droga (choć połowę tańsza niż w ASO). Standardowa stawka to $100 za godzinę + sales tax. Łatwo sobie wyobrazić jak “miły” dla mych oczu był rachunek, który otrzymałem. Obym nie musiał w najbliższym czasie odwiedzać więcej żadnych warsztatów…
Gips
Od prawie dwóch tygodni mam na ręcę coś, co z gipsem ma niewiele wspólnego, mimo to Amerykanie tak to nazywaja. Wygląda tak:
Jest to efekt mojej wizyty u pewnego specjalisty ortopedy. Zrobiono mi mnóstwo prześwietleń (różne kąty, natężenia i płaszczyzny) i wysłano na tomografię nadgarstka. Wszystkie poprzednie diagnozy potwierdziły się (złamana kość nadgarstka, brak przemieszczenia), natomiast początkowe zagrożenie operacją zostało odwleczone przynajmniej do lutego, kiedy to (dopiero!) będę miał zdjęty ten oto czarny gadżet. Podczas mojej wizyty w Polsce będzie można zatem podziwiać efekt amerykańskiej inżynierii medycznej. Od razu wyprzedzam pytania, nie da się niestety na tym gipsie podpisać .
Przeprowadzka
Wreszcie! Uwolniłem się od wiejskiego klimatu życia w odizolowanym Isaaquah, na rzecz fantastycznej dzielnicy w centrum Seattle – Capitol Hill. Mieszkanie dzielę z innym pracownikiem FIRMY, który jest jego właścicielem. Okolica w ciągu dnia nie powala na kolana (choć znajduje się bardzo blisko ścisłego centrum, z drapaczami chmur), natomiast w nocy zmienia się nie do poznania. Nagle okazuje się, że w co drugim budynku istnieje klub / pub, na ulicach jest pełno ludzi, a z głośników płyną różne rodzaje muzyki.
Ciekawostką jest natomiast obecność przerażającej liczby hipsterów. Zdjęcia wkrótce.
Przeprowadzenie się do mieszkania nie wymagało na szczęście zakupu łóżka, czy innych gabarytowych (i drogich!) elementów wyposażenia, byłem jednak zmuszony zaopatrzyć się w biurko i parę szafek. Wybór oczywiście padł na Ikeę, która tutaj też jest najtańsza. Co ciekawe, meble sprzedawane w Ikei w Stanach produkowane są w Polsce i w przeliczeniu na złotówki są również tańsze niż w Polsce! Nie wiem czy jest to generalna reguła, mimo wszystko dość zaskakujące.
Gorący okres w pracy
Ostatnie tygodnie w pracy były dość wyczerpujące, a wszystko za sprawą deadline’u związanego ze zbliżającym się końcem releasu. Normą w ostatnich dniach było spędzanie parunastu godzin w pracy dziennie (rekord 2 x 20h), mimo wszystko dostarczanie oczekiwanych rezultatów daje mi niebywałą satysfakcję. Poprzeczka stawiana jest trochę powyżej moich możliwości i non stop dopasowywana do mojej wydajności, lecz nie jest to, jak można by przypuszczać, micro-management. Posiadanie dobrego managera, a takim jest mój szef, daje gwarancję zadowolenia z pracy i chęci przychodzenia do niej każdego dnia. Czasem wystarczy zwykłe “dobra robota”, czasem pochwalenie na forum całego działu, a innym razem wpadnięcie bez zapowiedzi do mojego pokoju i zgarnięcie mnie na lunch. Taki szef wart jest wiele więcej niż niejedna podwyżka czy bonus w innej pracy.
2 tygodnie do świąt
Czas zleciał bardzo szybko i nagle okazało się, że do mojego najbliższego przylotu do Polski pozostało już tylko 2 tygodnie! Wyczekujcie niecierpliwie .